Dłonie. To też trzeba powiedzieć. Moja babcia należy do tej klasy staruszek, które nie ukrywają ich kształtu. Są, bo są. Jak mawia: To to nie rokoko, ale ujdzie. Pierzynka kremu zniweluje szorstkość wyżłobioną bezlitosną kranówą, bo kiedy babcia wychowywała swoje córki, nie było środków zmiękczających wodę, a jedynie poczciwy Ludwik, który pachniał nieodmiennie anyżkiem połączonym z mydłem. Ale pozostaną plamy, te niechciane piegi starości zdradzające, ile tak naprawdę babcia już działa na tym świecie. Ani skóra cytrynowa, ani ocet, nie zdołają wywabić tych plam. To nie reklama proszku, skutecznego w każdej sytuacji. Starość to proces odchodzenia, separowania się, więc o nim się nie mówi, dopóki nie znajdzie się, być może nawet podobnego do proszku do prania, proszku antystarzeniowego, w którym będzie się prało dłonie. Staruszki pewnie zapłaciłyby każdą cenę za taki specyfik, tak jak płacą za swoje perfumy. Tymczasem ich kolorowy korowód łączy pomarszczone ręce w geście modlitewnym, byle tylko nastąpiło cudowne odmłodnienie.
Pewnego razu babcia nie zawitała do szarej kuchni szarego i beznamiętnie wystawiającego swoją elewację na ulicę bloku. Nie rozświetliła korytarzy swoimi przepysznymi kolorami apaszki i płaszcza. Nie powiało słodkim zapachem. Głowa babci nie wynurzyła się zza parawanu klatki schodowej i pancernych drzwi. Nie pomogło wykręcanie i tak nadużywanego, jak jej zaufanie, numeru. Babciu, co mogło się stać, że taka heroina, jak Ty, której nie straszne ani mrozy, ani zawieje, ani złe oko kierowcy autobusu, nie uraczyłaś nas swoim zapachem? Telefon milczy. Może babcia wkroczyła w wiek buntu, powtarzając jak dawno zasłyszaną historię, schematy wieku dojrzewania? Może stara-dziewczynka zmieniła się w rozbuchaną erotycznie kokietkę, której wnuki, przypominające samą swoją obecnością uciekające w popłochu lata, są po prostu niepotrzebne do szczęścia? W słuchawce nadal głucho. Sygnał obija się o bębenki, ale nic nie zwiastuje powrotu babci.
Wreszcie aparat trzęsie się wibrująco. Nieznany numer z nieznanym głosem oznajmia nowinę. Babcia się nie znalazła. Babcię znaleziono. Widziano, jak nad ranem krążyła jak wrona nad padliną koło podwórka, snując się rytmicznie w powłóczystej szacie nieokreślonego koloru. - Ależ proszę nie pytać o szczegóły. Babcia została zabrana na obserwację. Psychiatryczną oczywiście.
Tymczasem garnki, które babcine dłonie z piegami starości niemiłosiernie obijały o blat zlewu i przypalały na kuchence, zarosły sadzą, a resztki zup spowiły się pleśnią. Tylko babcia myślała o kuchni. Teraz, kiedy jej nie było, kuchnia stała się opuszczonym pokojem, do którego pora obiadowa zaglądała tylko po to, aby wziąć ze sterty pozostawionych sztućców jakiś względnie czysty i wtłoczyć do żołądka jednakowe treści typu fast-food.
Ale babcia była gdzie indziej. Jej staruszki-sąsiadki zaopiekowały się osieroconym przybytkiem na czas jej powrotu do domu, do epoki współczesnej. Bo inny głos w słuchawce, tym razem o chropowatej, przepalonej słuszną ilością tytoniu barwie, przekazał, że babcia albo nieprędko wyjdzie, albo będzie skazana na swoje koleżanki staruszki i rodzinę. Wyrok brzmiał groźnie, ale zaraz telefon dostał szału. Między jednym raniącym bębenki sygnałem, a drugim, każda z staruszek lękliwie wyśpiewała, że jest gotowa się swoją najdroższą przyjaciółką opiekować. Ależ jesteśmy jej to winne. Ona zarażała nas swoją niepoprawnie optymistyczną wizją świata, uczyła nas cieszyć się tym, co nam zostało. I my mamy ją zostawić? Szybko więc koleżanki -staruszki wydzieliły sobie dawną manierą księgowych okresy opieki nad babcią, zakreślając trzęsącymi się z przejęcia rękoma ważne daty. W zasadzie zapełniły swoimi inicjałami cały tydzień poza weekendem. W sumie, co one mają do roboty, poza zaspokajaniem głodu rodzinnego? Zostawiły puste miejsca w weekend „najbliższym-spokrewnionym”, jak to ujęły w swojej ewidencji, ofiarując jeszcze fakultatywnie swoje niedziele, bo ich podopieczna chadzała za czasów swojej świetności do kościoła. Dostały na wszystko zgodę od skołowanej, tym razem niemającej zastrzeżeń, córki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz